niedziela, 24 sierpnia 2014

Dwie dusze 1 - Yogi x Gareki

Mija kolejny dzień. Kolejny n u d n y dzień.- zaczął marudzić Silver. Miałem go już serdecznie dość, spróbowałem skupić się na rozmowie z niską blondynką stojącą przede mną. Tsukumo odrzuciła jeden kucyk z powrotem na plecy i ponownie zaczęła coś do mnie mówić:
- Wiesz, Nai zaczyna coraz szybciej wszystko chwytać. Uczy się pilnie, nie sprawia problemów, tylko jest tak naiwny... - przerwała na chwilę i zarumieniła się. Wszystkim było od dawna wiadomo, że odkąd młody trafił pod skrzydła Tsukumo, ta go z nich nie wypuści. Traktowała go jak młodszego braciszka, obchodziła się z nim bardzo delikatnie, można by powiedzieć, że z pewną czcią. Nikt nie mógł skrzywdzić jej ósmego cudu świata.
Ósmy cud świata... - powiedział Silver i natychmiast podesłał mi przed oczy twarz ciemnowłosego chłopaka z goglami na głowie. Tak było już od dwóch lat. Odkąd pozwoliłem mu zaszaleć w Rinoll, Silver nie dawał mi spokoju i coraz częściej się uaktywniał. Nie potrafiłem go zdusić w sobie tak jak dawniej, moje alter ego stało się silniejsze niż przedtem.
Gareki miał już siedemnaście lat, zmężniał i wydoroślał emocjonalnie lecz nadal łatwo było go zawstydzić.
Uroczy. - mruknął Silver wiercąc się w mojej głowie i podsyłając mi kolejne obrazy. Na jednym z nich był zarumieniony Gareki, na drugim uchwycony moment gdy przytulam siedemnastolatka, na trzecim jego oczy i długie rzęsy...
- Naprawdę? - wstawiłem swoją kwestię by Tsukumo miała pewność, że słucham jej relacji. Dziewczyna spojrzała na mnie ze zdumieniem i odwróciła twarz.
- Tak, słodko wyglądał w kucykach... - kolejny rumieniec wpłynął na jej policzki. - Nai ciągle jest tak dziecinny jak dwa lata temu. Nie ma nic przeciwko takim fryzurom. - bąknęła na koniec i powolnym krokiem ruszyła w stronę drzwi – Idę po herbatę, chcesz? - spytała.
- O taak, - przytaknąłem i po chwili dodałem – tylko nie zapomnij o …
- ...o trzech łyżeczkach cukru. - dokończył za mnie ktoś. Razem z blondynką odwróciliśmy się w stronę drzwi.
Gareki-chan! - wykrzyknął Silver w głębi mojej głowy i zaczął się obijać o ścianki wyimaginowanego mieszkanka. Stłamsiłem go i powiedziałem na głos:
- Jak miło, że pamiętasz, Gareki-kun. - uśmiechnąłem się wesoło. Chłopak przeszedł przez salon i usiadł wygodnie na kanapie.
- Tsukumo, - zwrócił się do dziewczyny ignorując mnie.- czy mogłabyś mi również przynieść herbaty?- blondynka przytaknęła sztywno i wyparowała z pokoju w obawie, że Gareki słyszał to co mówiła o Naiu. Usiadłem obok chłopaka na czerwonej kanapie i założyłem nogę na nogę.
-Ne, Gareki-kun, jak tam samopoczucie? - coś kazało mi zacząć pogawędkę. Przypatrzyłem się mu uważnie. Czarnowłosy był ubrany w krótkie, niebieskie spodenki za kolano i czarną koszulkę z dekoltem w serek. No nieźle – zagwizdał z aprobatą Silver. Już wiedziałem co on tam sobie myśli. Tak, pomyślałem o tym... ale ty też, prawda? „Łatwo by się to zdjęło” - zamruczał srebrnowłosy z lubością wyobrażając sobie tego typu sceny. A skoro on je widział - ja również. Poczułem jak niebezpiecznie pieką mnie policzki i odwróciłem wzrok. Skupiłem się na odpowiedzi Garekiego.
- W porządku, szału nie ma, dupy nie urywa. - mruknął i zerknął na moje zaciśnięte pięści. Potem spojrzał na całkowicie czerwoną twarz ukrytą pod falami blond włosów i wzruszył ramionami lekceważąco. - A jak u ciebie Yogi? - spróbował podtrzymać tę sztywną rozmowę.
- Tak samo. - odparłem burkliwie zły, że nie mogłem zapanować nad piekącą czerwienią na twarzy.
Zachowujesz się gorzej niż podlotek. - burknął Silver i skupił swoją uwagę na Garekim.
- Ach.- zamyślił się chłopak.
Czy on wie jak seksownie wygląda gdy zagryza wargę próbując coś wymyślić?! - spytał z oburzeniem srebrnowłosy.
Faktycznie, wygląda seksownie. -przytaknąłem mu po czym ponownie poczułem żar w policzkach.
- Wszystko w porządku?- zapytał od niechcenia czarnowłosy uważnie przyglądając się mojej twarzy. - Jesteś cały czerwony, - stwierdził.- masz gorączkę? - spytał po czym odruchowo przyłożył mi dłoń do czoła. Z moich ust wydobyło się ciche westchnienie, na tyle głośne by stojący obok chłopak mógł je usłyszeć. To nie było moje westchnienie, to było j e g o. Gareki cofnął dłoń i położył ją sobie na kolanie. - Przepraszam. - bąknął zawstydzony.
Gareki-chan! - jęknął głośno Silver – Nie wycofuj się! Pragnę cię! - słysząc to oburzony skarciłem moje alter ego:
Co ty sobie myślisz zboczeńcu? Ten milczał. Poczułem, że atmosfera robi się nieswoja więc odpowiedziałem.
- Nie, nie, nie przepraszaj. To nic takiego. - chłopak spojrzał na mnie z ukosa jakby chciał powiedzieć „Czyżby?”. - Aaaach, - przeciągnąłem się na posłaniu – gdzie podziewa się ta Tsukumo?
- Nie wiem, może poszła jeszcze odwiedzić Naia? - odparł z drugiej strony kanapy Gareki.
Zmniejsz.Tą.Odległość.Yogi – wysyczał Silver napierając z całej siły na mój mózg, tym samym próbując przejąć kontrolę. Poczułem jak moje ciało staje się bezwładne i obca energia przeszywa moje żyły. Przesunąłem się trochę w stronę Garekiego i zauważyłem jego niepewne spojrzenie. Gdy ujrzał zdezorientowanie na mojej twarzy sam stał się jeszcze bardziej zagubiony. Nie dziwię się mu, w końcu ciało, które robi co innego niż chce głowa jest dziwne. Sięgnąłem dłonią po jego rękę i musnąłem ją koniuszkami palców. Po moim ciele przeszedł przyjemy prąd.
Ooo, taaak. - westchnął srebrnowłosy upajając się chwilą sukcesu. Pierwszy raz od kilku miesięcy przejął kontrolę. Ujął jego dłoń w moją i zaczął pieścić kciukiem.
- Yogi co ty...- zaczął chłopak.
- Ciii, Gareki-chan...- moje usta wypowiedziały słowa, które nie należały do mnie. Szybko opamiętałem się i postarałem sobie przypomnieć to, czego uczono mnie na treningach.
- „Gareki-CHAN”?!- powiedział zbulwersowany czarnowłosy i popatrzył na mnie z oburzeniem. Nie, nie patrzył na mnie, patrzył na n i e g o.
- Ciii, jesteśmy sami...- zaczął ponownie Silver. O nie, dość tego dobrego! - zaprotestowałem i zacząłem się opierać z coraz większą mocą. Powoli lecz sukcesywnie zacząłem stawiać mur. Cegła po cegle powstawała bariera oddzielająca srebrnowłosego od ciała. Nie pozwolę ci na nic więcej. - powiedziałem wrogo do Silvera i wypuściłem dłoń Garekiego odsuwając się na bezpieczną odległość.
Po kilku niezręcznych chwilach do salonu weszła wesoła Tsukumo z czterema kubkami herbaty. Postawiła przede mną żółty kubek z limitowanej edycji Nyanperony, z parującą, pyszną herbatą w środku.
- Czemu cztery kubki? Jest nas trójka. - spytał uważnie Gareki przypatrując się opuszczonemu, fioletowemu kubkowi.
- Ach, Hirato wrócił - odparła wesoło blondynka. - i zaraz tu przyjdzie. Pomyślałam, że też chętnie by się czegoś napił.
- Tsukumo troskliwa jak zawsze. - skwitowałem z zadowoleniem. Nie, moje zadowolenie nie pochodziło z powrotu Hirato, bardziej cieszył mnie fakt, że odzyskałem kontrolę i stłamsiłem Silvera w klatce. W wesołej atmosferze przez resztę wieczoru piliśmy herbatę i rozmawialiśmy, tylko Gareki mniej się udzielał.
~*~

Następnego dnia obudziłem się, tak jak zawsze, w swoim pokoju. Wstałem, przebrałem się z piżamy, załatwiłem poranną toaletę i udałem się do kuchni. Widząc jak owce się krzątają by zrobić nam śniadanie spróbowałem im pomóc.
- Nieeeeee, pan Yogi nie może dotykać kuchenki, meeeee. - zaprotestowały owce.
- Ale czemu? - zapytałem wywijając wargę w podkówkę.
- Bo ostatnio, gdy pan Yogi zajął się obiadem to cała kuchnia wybuchła, meeeee! - odparły oburzone owieczki jakby to było oczywiste. Ze smutnym wyrazem twarzy usiadłem przy wysepce kuchennej i zacząłem się bawić włosami. Nagle poczułem czyjś dotyk na głowie. Cudza ręka potarmosiła mi włosy i opadła wraz z ciałem na krześle obok mnie. Odwróciłem głowę, czułem, że Silver jest podekscytowany.
- Hirato! - przywitałem wesoło fioletowłosego. W głowie rozległ mi się jęk zawodu. Hah, pewnie myślał, że to Gareki. Dobrze mu tak. - pomyślałem i poczułem dziwne ukłucie w klatce piersiowej. Zignorowałem to.
- Jak tam na misji co? - zapytałem usiłując przywdziać uśmiech, co skończyło się sztucznym grymasem.
- Ach, wiele się działo. - westchnął kapitan i zaczął opowiadać. Jednym uchem słuchałem a drugim mi to wylatywało. Cały czas byłem skupiony na bólu w klatce piersiowej, czułem się jakby z mojego serca odłamał się kawałeczek i zgubił. Próbowałem go odnaleźć, skleić z resztą by tworzyło spójną całość, ale nic z tego. Zniecierpliwiony przeczesałem palcami rozczochrane włosy i popatrzyłem nieprzytomnym wzrokiem na dowódcę. Ten jakby tego nie zauważył dalej prawił o ekscesach podróży.
- Ne, Hirato, nie jesteś już głodny? - spytałem wstając od wysepki. Kapitan popatrzył na mnie i przytaknął, ale widziałem w jego spojrzeniu prosty komunikat „Jakim prawem mi przerwałeś?”. Owce w mig nakryły do stołu i podały przepyszne śniadanie. Mimo że każde danie w ich wykonaniu było godne króla, z niechęcią mieszałem łyżką w mojej owsiance. Hirato lustrował mnie wzrokiem, jakby chciał mnie nim prześwietlić. Nie ma tak łatwo, kochany. - bąknął Silver – nigdy nie dowiesz się, co nam w duszy gra. - z tym musiałem się zgodzić. Sam nie rozumiałem do końca siebie, więc nie ma mowy, by kapitan pojął nas.

Po dłuższym milczeniu Hirato przemówił:
- Słuchaj, Yogi...
- Tak? - odparłem z ociąganiem.
- Będziesz musiał wyjechać na misję. - po tych słowach moja łyżeczka upadła z brzdękiem na blat stołu.

.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.

Oto pierwsza część mojego krótkiego opowiadanka. Przewiduję około 3 części dla tej miniaturki. Mam nadzieję, że was nie zanudziłem nią ale Yoreki to moje otp a gdy jeszcze doda się Silvera... ach! (Wcale nie ma fazy na Karneval)

-Amen-

PS. Celowo Silver dodaje Garekiemu końcówkę "-chan" ;w;

sobota, 23 sierpnia 2014

Serce - YmirxChrista


- Nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj mnie. Moja mała Christa. Pamiętam twój strach...i po co cokolwiek robiłaś głupia? Po co? Mogłaś to zostawić w spokoju, dałabym radę, naprawdę.

Nie obchodzi mnie to, że chciałaś dobrze.
Obchodzi mnie to, że teraz ciebie nie ma.

Twoje blond włosy, takie miękkie, długie... już nigdy ich nie dotknę, tak jak kiedyś. Już nigdy nie spojrzę w te jasnoniebieskie oczy, nigdy, n i g d y.
Może gdybym się tego nie podjęła nie doszłoby do tej sytuacji? Byłabyś bezpieczna razem z Mikasą, Sashą i resztą tej irytującej gromadki, daleko. Z dala ode mnie. Nie poznałabyś mnie i nie doszłoby do tych wydarzeń.
Czasem już nie wytrzymuję, wiesz? Mam ochotę wszystko rozpierdolić i to zakończyć. Nie chcę żyć bez ciebie, bez twojego słodkiego głosu, bez twojego czujnego spojrzenia i uroczego uśmiechu. 
Pytam się boga, o ile jest (ty zawsze sądziłaś, że tak) dlaczego to się przydarzyło nam, d l a c z e g o? 
Wiem, że nigdy nie byłam dla ciebie dość dobra. Nie zasłużyłam na żaden z pocałunków, czułych słów, gestów, którymi mnie obdarzyłaś. Nie mogłam ci zapewnić bezpieczeństwa i dobrobytu, który był ci należny. 
Niekiedy wątpię czy w ogóle to mogło się udać... może tak, ale nie w tych czasach. Jak to kiedyś zażartował Reiner "Piękna i Bestia" z nas, ale się wtedy śmiałaś... Teraz już się nigdy nie zaśmiejesz, nie będę mogła zobaczyć tych czerwonych rumieńców na twojej twarzy. Gdy trzymam cię za rękę nie reagujesz, a tak bym chciała byś chociaż ścisnęła mnie za palce lub przymrużyła oczy. Takie małe gesty przywróciły by mi całe szczęście, całą nadzieję. Twoja blada twarz niemal jest tak biała jak śnieg, na którym leżysz, włosy masz rozrzucone na wszystkie strony... ładnie ci tak, wiesz? Zresztą jak we wszystkim. Choć staram się ze wszystkich sił, ty już nigdy do mnie nie pomachasz, nie uśmiechniesz się. W chwili gdy to zrobiłaś straciłam wszystko, szczęście, radość, miłość, ciebie. Byłaś i będziesz moim w s z y s t k i m.
Ten gnój, który to zrobił już nigdy nie wstanie. Tak jak ty. Rozprawiłam się z nim, już nikomu nie zagrozi. Już nikomu nie odbierze jego "Christy"... tak jak mi.
Śmieję się za każdym razem, gdy przypominam sobie jak błagał mnie o litość. Co on myślał? Miał nadzieję, że po tym, jak cię zabił, daruję mu życie? Nic z tego. Jego długa i bolesna śmierć napawa mnie pewną dumą. W końcu pomściłam cię należycie, ale to i tak nie zaleczy mojej rany. Za każdym razem, gdy przypominam sobie ten moment, w którym zasłoniłaś mnie własnym ciałem... i przeszyło cię ostrze... na wskroś... dostaję gęsiej skórki i drgawek. Pewnie płakałabym gdybym miała czym. 
Dawniej nie sądziłam, że określenie "złamane serce" jest aż tak dosadne. Dosłownie czuję jak coś mi się tam w klatce piersiowej rwie. Rozbija się na tysiące drobnych kawałeczków, które nigdy nie wrócą na swoje miejsce. Tak, to "coś" to chyba serce... Do niedawna nie sądziłam, że coś takiego mam.
Dziękuję ci Christa. Dziękuję za każdy twój uśmiech, za każde twoje spojrzenie, każdy twój dotyk. Dziękuję ci, że pokazałaś mi co to znaczy "kochać". Dziękuję ci, że nie zostawiłaś mnie, gdy miałaś wybór, że nie zostawiłaś bestii. Nie dotrzymam słowa, przepraszam. - ostatnie łzy pojawiły się na policzkach ciemnowłosej dziewczyny. Po kilku sekundach było słychać świst ostrza przeszywającego ciało i huk upadającego człowieka.

.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.___.
Szczerze nie wiem co sądzić o tym opowiadanku. Krótkie, smutne coś na kształt lekkiego yuri.
-Amen-

wtorek, 19 sierpnia 2014

Intruz.

Ostatnio z "Biedronki" przynoszę różne rzeczy, od zwykłej czekolady po gry typu "Symulator kozy" a nawet książki. Może to brzmi śmiesznie ale tak jest :D Tydzień temu zakupiłem "Intruza" właśnie w "Biedronce" a miałem pójść tylko po wodę. Nie rozwodząc się nad moimi cudactwami przedstawię wam opis tejże lektury.

Przyszłość. Nasz świat opanował niewidzialny wróg. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała i umysły, wiodąc w nich na pozór normalne życie. W ciele Melanie zostaje umieszczona "dusza" o imieniu Wagabunda, która wie, że ludzkie ciała doznają gwałtownych uczuć, ich zmysły odbierają mnóstwo wrażeń, a wspomnienia potrafią być aż nadto wyraziste. Ale jest coś, czego Wagabunda się nie spodziewa: poprzedni właściciel ciała nie zamierza poddać się bez walki. Wagabunda wertuje myśli Melanie w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa jej coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, którego miała pomóc schwytać. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się mimowolnymi sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, bez którego nie mogą żyć.

Stephenie Meyer napisała kolejny hit. Książkę czytałem z wielkim zapałem, czasem nawet zdarzyło się, że uroniłem kilka łez. Dzięki tej historii puściłem wodze fantazji i wykreowałem sobie wygląd bohaterów. Moje rozczarowanie gdy zobaczyłem film było ogromne... ale film to jedno a książka to drugie.
Melanie Stryder, silna kobieta o mocnym charakterze urzekła mnie swoim poświęceniem dla brata (Jamiego) i ukochanego (Jareda). Od pierwszych rozdziałów byłem całkowicie po jej stronie do czasu aż zaznajomiłem się głębiej z Wandą. Wagabunda była tak czysta, tak szczera, że dobro biło od niej na kilometr. Może i była niezdecydowana czy lekko drażliwa ale dało się to znieść, w końcu nie była człowiekiem. Jej starania by zadowolić Melanie były naprawdę godne podziwu, podróż przez pustynię i nawet zdradzenie własnej rasy bardzo mi zaimponowało. Koniec miło mnie zaskoczył ale nie będę go tu ujawniał i się nad nim rozwodził. Wiem jedno, skakałbym do sufitu gdyby wydano drugi tom. Polecam gorąco!

-Amen-



Piękna Katastrofa.

Wczoraj wybrałem się na rynek mojego miasta, a co za tym idzie również do księgarni. Szukając "Złodziejki Książek" przypadkiem natrafiłem na książkę Jamie McGuire, "Piękna Katastrofa". Zaryzykowałem i kupiłem ją. Powiem szczerze, warto było. Cały wieczór siedziałem i pochłaniałem kolejne rozdziały. Opowieść była na tyle ciekawa, że nawet zarwałem nockę. (sen u mnie jest na 2 pozycji najważniejszych rzeczy zaraz po jedzeniu c:) Ale zanim przejdę do moich wrażeń przedstawię wam opis, który widnieje z tyłu książki.

Opowieść o trudnej miłości i namiętności, pojawiających się na przekór zdrowemu rozsądkowi.

Dziewiętnastoletnia Abby Abernathy wybiera uniwersytet jak najdalej od domu rodzinnego, żeby zapomnieć o przeszłości u boku matki alkoholiczki i ojca hazardzisty oraz o własnej głęboko skrywanej tajemnicy. Marzy o ustabilizowanej przyszłości.

Travis Maddox uosabia wszystko to, od czego Abby chce uciec: brutalną siłę, fantazję i niefrasobliwość w związkach z dziewczynami, które o dziwo nie mają mu za złe, że zalicza jedną po drugiej. Tylko Abby - choć czuje, że jakaś zupełnie dla niej niezrozumiała siła przyciąga ją do tego chłopaka - nie chce mu ulec. A jednak godzi się na proponowany przez niego zakład: jeśli wygra ona, Travis będzie zmuszony na miesiąc abstynencji; w razie jego wygranej zamieszka z nim na miesiąc.

Czego Abby boi się bardziej? Wygranej czy przegranej?

I jak? Zaciekawieni? Otóż ja po przeczytaniu tego opisu wiedziałem, "Muszę. To. Mieć". 
Abby, główna bohaterka była trochę niekonsekwentna w swoich decyzjach i czasem lekko drażniąca (np. kiedy olewała wszystkie starania Travisa wmawiając sobie, że on nie jest dla niej) ale jej talent do gry w pokera, urocza buźka i ciekawa przeszłość wraz ze stylem bycia przekonały mnie do niej. Jej przyjaciółka, America, była już mniej drażniąca od Abby i równie ją polubiłem. Shepley i Travis urzekli mnie swoimi dialogami i całokształtem. Jamie McGuire wykreowała świetnych bohaterów, to trzeba przyznać. Historia "gołąbka" wciągnęła mnie i oczarowała. Dziś po przeczytaniu epilogu z uśmiechem odłożyłem tę książkę na półkę, była warta tych 35 zł.

-Amen-



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Początki bywają trudne.

Tak jak w tytule, początki bywają trudne a szczególnie dla mnie. Nie jestem aspołeczny, co to to nie, po prostu ciężko mi cokolwiek zacząć. Nie mam pojęcia co napisać. Przedstawić się? Dobrze, mam na imię Amen a moją pasją są książki. Co robię na blogspocie? Postanowiłem pokazać ludziom moje ff, opowiadania i co mi tam w głowie piszczy. W niedługim czasie opublikuję zakładkę przeznaczoną na zamówienia. Mam nadzieję, że skoro już tu zawitałeś/łaś to kiedyś również tu zajrzysz.

-Amen-